życie zero waste na wsi

Życie Zero Waste na wsi

Wyobrażenia o idealnym domu Zero Waste na wsi zdecydowanie nas przerosły. Kiedyś wydawało nam się to idealne i proste do realizacji. Marzyłyśmy o samowystarczalności, jedzeniu warzyw z ogrodu, kupowaniu wszystkiego do własnych worków, tymczasem prawda okazała się zbyt okrutna.

Stare śmieci poprzednich właścicieli

Na miejscu zastałyśmy więcej śmieci, niż mogłybyśmy wyprodukować chyba w ciągu całego życia. Przeraziło nas to, co odkryłyśmy. Większość pomieszczeń nieopróżniona wcale, na parterze był pokój zwany pomieszczeniem gospodarczym, w którym stał przypięty do ściany wielki prysznic, dwie lodówki, pralka.

Na strychu stare okna, słoiki i rzeczy ukradzione ze szpitala

Dookoła same rupiecie, stare narzędzia, kleje, gwoździe, a tapety były czarne od grzyba, na regałach stały dziesiątki preparatów do zabijania myszy, kretów, szczurów, ptaków i chyba wszystkiego, co żyje. W tym pomieszczeniu był też piec gazowy. Sprzątanie tego pokoju zajęło nam parę tygodni i tu pojawił się pierwszy problem ze śmieciami.

Stare tapety: myślałyśmy, że zabiorą nam z odpadami segregowanymi, niestety to odpad budowlany i albo samemu się go zawiezie 5 km dalej do miasta, albo można zamówić kontener na odpady budowlane za około 500 zł według cennika, ale nas wyszło jakoś 900 zł. To druga sprawa, że wiele osób nas już naciągnęło na kasę.

Wywóz śmieci na wsi

Do tego stare meblościanki, które zbierane tu były przez 15 lat. W mieście co tydzień wystawiałyśmy duże gabaryty przed dom, tu wystawiamy na OLX, ale nikt nie chce, a gabaryty są odbierane dwa razy w roku, jak się zapomni o terminie to przechlapane. Do tego znalazłyśmy dziesiątki kartonów po sprzęcie, miliony elektrośmieci (skrzynia ze starymi silnikami od odkurzaczy), stare i zepsute węże ogrodowe.

Elektrośmieci, można oddawać tylko z gabarytem, o ile nie są rozłożone na części, a u nas większość to jednak części, bo Pan miał fantazję rozkładania wszystkiego. Myślę, że był po prostu chory.

Jedzenie i zakupy Zero Waste

Na wsi mamy 2 sklepy i można się uprzeć, by kupić ziemniaki do swojego worka, ale niestety to tyle. Reszta jest pakowana w folię, jeżeli jeden sklep z ziemniakami będzie zamknięty, to z drugiego wyniesiesz je już w siatce. Pani Krysia najczęściej jeździ te 5 km na rowerze do miasta po zakupy i podziwiam ją za to. W mieście można zakupić już trochę więcej. Jednak mentalność nadal „biedronkowa”, czyli wszyscy biorą worki na zapas, a produkty na wagę jak soja czy soczewica są średnio dostępne, albo jeszcze przez nas nieodnalezione.

Warzywa z własnego ogrodu?

To kolejna porażka, chociaż kto wie, może coś tam urośnie. Na pewno agrest. Ogród jest tak zaniedbany, że może za 2 sezony uda nam się go doprowadzić do takiego stanu, by mieć określone grządki, zdrowe drzewa, dobrą i nawożoną ziemię.

Dotarłyśmy tu jesienią, większości nie udało nam się dobrze przygotować przed wiosną, a ziemia tu jest kategorii 6, prawie sam piach. Udało nam się zasadzić szczypiorek, ziemniaki, sałaty i pomidory, czy coś z tego urośnie, szczerze mam wątpliwości.

Okazało się, że na wsi jemy mniej warzyw niż w mieście. Tam pod domem miałyśmy idealny warzywniak, tu w sezonie podobno jeździ pani ze swoimi warzywami z pola i jak nam coś nie wyjdzie, to może chociaż to.

Remont a Zero Waste?

Nie ma się co oszukiwać, tu jest totalna porażka. Plastik jest do wszystkiego i wszędzie. Począwszy od wymiany instalacji elektrycznej, przez wylewkę (beton trzeba przykryć folią, by wilgoć nie poszła w ściany) do układania kafelek, pomiędzy które wkłada się plastikowe elementy podtrzymujące poziom itp. Niektóre można podobno użyć raz jeszcze, inne idą od razu do śmieci. Dobrze, że większość cementu jest w worach papierowych, ale i tak to podlega odpadom budowlanym, więc czeka nas kolejne zamówienie kontenera.

Sprzątanie po wielu robotnikach to koszmar. Zostawiają puszki po energy-drinkach, niektórzy gasili pety w naszych kwiatach, inni zostawili nam nawet napoczętą konserwę z jakąś szynką.

Są też dobre ekipy, które dbają o swoje narzędzia i dają je do serwisu, nie kupują nowych, zawsze po sobie sprzątają i zabierają swoje śmieci. Teoretycznie taka ekipia powinna zabrać ze sobą jeszcze gruz, ale to chyba tylko teoretycznie!

Niestety na ten czas w ogrodzie mamy parę ton piachu przykrytego folią przed szalonymi kotami sąsiadów, które kochają tę piaskownicę i robią tam non stop kupeczki, które nasze psy uwielbiają konsumować.

Oprócz tego stare grzejniki, bardzo dużo desek zżartych przez korniki, legarów, złomu, z którym też jest problem i wory ubrań, których nikt nie chce (co jakiś czas wozimy na raty do PCK).

Mocno staramy się patrzeć pozytywnie

Choć to często niemożliwe. Myślę, że może za 2 lata uda nam się prowadzić w miarę zrównoważone życie Zero Waste. Oczywiście nie oznacza to, że kupujemy teraz wszytko w folii, niestety czasami nie mamy wyboru, na szczęście oranżada jest w butelkach zwrotnych:)

Jak już pozbędziemy się wszystkich śmieci po poprzednich właścicielach, to będę czuła sporą ulgę. Staramy się jakoś tu żyć, wśród remontu, braku kuchni, średnio użytkowej łazienki. To cud, że tylko raz rozchorowałyśmy się, aczkolwiek to pierwszy raz od około 5 lat. Myślałam, że remont zajmie 3 miesiące, niestety to już prawie szósty miesiąc, a nadal nie mamy jednego skończonego pomieszczenia.

Ps. Zapomniałam o piwnicy, pełnej butelek ze spleśniałym winem i nie do końca udanymi przetworami, wylewamy to, co chwila do szamba, ale nadal końca nie widać. Marzy mi się czysty dom bez czyichś śmieci. Marzy mi się, że kiedyś jednak będzie tu tak, jak to wdziałyśmy w naszych marzeniach.

fot: Photo by Del Barrett on Unsplash

Written by

Agnieszka

191 Posts

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.
View all posts