Życie na wsi

Życie na wsi

Jakaś piosenka o koniu bez imienia leci w tle mojej kuchni, ja spoglądam za okno i widzę tęczę nad naszą stodołą. Ciepłe światło odbija się od czerwonej cegły, nadal nie przyzwyczaiłam się do głuchej ciszy, poranka ze śpiewami okolicznych żurawi, skowronków, wróbli, pewnego pięknego kruka i paru indyków. Tak brzmi spełnione marzenie, jednak to nie bajka, marzenia nie spełniają się za pstryknięciem palcami.

 

Pierwsze dni bolał mnie krzyż z nadmiaru pracy, tak bardzo, że nie byłam w stanie spać, ręce zaczerniły się na zawsze, skóra na nich stała się szorstka i nieprzyjemna mimo używania rękawiczek. Przy naszym wymarzonym domu czeka nas bardzo dużo pracy, zanim będzie pięknie i funkcjonalnie, ale jak do tego wszystkiego doszło?

Lata pracy w biurze

Praca w korporacji umożliwiła mi wiele. Bez tego byłoby ciężko choćby pomyśleć o spełnianiu marzeń, obie wpadłyśmy w obieg dosyć szybko, Krysia szybciej odeszła, bo miała fach w rękach, ja musiałam długo się specjalizować i piąć po symbolicznej drabinie beznamiętnej kariery,  na co mi teraz ta wiedza o spodniach i koszulach?

 

Zabawne, że miałam pracę, która nigdy nie była moim marzeniem, znam wielu ludzi, którzy na słowo projektant robili wielkie, szkliste oczy, ale dla mnie było to coś, co muszę przeżyć i wygodnie mi było, stała pensja, pakiet medyczny, którego nigdy do końca nie wykorzystałam i przedziwni ludzie, wśród tych dziwnych ludzi poznałam min. Krysię i tak zaczęły się nasze wspólne lata.

Wspólne marzenia

To luksus móc być z osobą, która obiera wraz ze mną jeden punkt na horyzoncie i choć czasem wędrujemy innymi drogami, to zawsze spotykamy się gdzieś pośrodku, razem dążąc do celu. Obie chciałyśmy dom z ogrodem, obie pragnęłyśmy ucieczki od tłumów i obie byłyśmy znudzone wydawaniem pieniędzy na imprezy.

Chciałyśmy domu dla naszych zwierząt, by nie ograniczało ich miasto, by mogły swobodnie biegać, a my chciałyśmy naszych warzyw i owoców i naszych drzew, których nikt nam nie wytnie.

Życie na wsi

Pierwszy odważny krok, porzucenie strefy komfortu

Ciężko porzucić pracę po 13 latach, gdy jest się już specjalistką w pewnej dziedzinie, ale wiedziałam, że nie dam rady dłużej. Sporo siwych włosów mi przybyło w czasie tej zmiany, to napięcie w pracy, mieszane myśli i uczucia, zapytania znajomych, czy jestem pewna, rodziny, czy nie oszalałam.

Tylko Krysia mnie wspierała mocno, wiedziała, co naprawdę czuję, spędzając kolejny rok, jako trybik systemu. Zrobiłam ten krok i nie wiem, jak mogłam tak długo wytrzymać w tym systemie, wśród nieszczerych ludzi, dla których najważniejsze jest utrzymanie swojej pozycji, nabijanie kasy nie do swojej sakiewki. Żeby nie było, że tak źle, to właśnie tam nauczyłam się też asertywności, pracy w stresie i dystansu do ludzi, nauczyłam się także, walki o siebie.

Tak doszłyśmy małymi krokami, latami odkładania do wymarzonego domu, czy będzie idealny? Nie wiem, jak na razie daje nam radość cisza, ogród i widok szczęśliwych psów. Dobrze się w nim czujemy, a to chyba wiele znaczy. Brakuje nam czasu na internety, jak nie pracujemy zdalnie, to pracujemy nad ogrodem, domem, stodołą. Piszecie, że nam zazdrościcie, nie róbcie tego (gdybyście wiedzieli, ile pracy nas czeka od środka), spełniajcie swoje marzenia, wiem, że możecie, tak samo, jak my.

Życie na wsi

Tags:

Agnieszka

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.

%d bloggers like this: