Rok z życia na wsi

Mija właśnie rok, odkąd rzuciłyśmy wszystko i przeprowadziłyśmy się na drugi koniec Polski, nie wiedząc, co nas czeka, totalnie się bojąc, ale jednocześnie ekscytując, bo odkąd się poznałyśmy, nasze pragnienie mieszkania na wsi, pulsowało każdego dnia pod skórą, no i stało się, czy jesteśmy zadowolone?

Dom jak z Instagrama

Oczywiście miałyśmy marzenia, by ten dom wyglądał jak z Instagrama, najpiękniejszy, wyjątkowy, jedyny, ale zapomniałyśmy, że to życie buduje scenariusze a my nie do końca mamy wiele do gadania.

Oczywiście możemy mieć jakieś wyobrażenia, jednak na wsi wszystko jest bardzo szybko weryfikowane, po roku życia tu nauczyłyśmy się, że nie możemy nic planować, bo zawsze wychodzi inaczej.

Dlatego, nie mamy drewnianych podłóg, paneli słonecznych na dachu… mamy za to gdzieniegdzie (na razie, bo remont nadal trwa) kafelki, które okazały się praktyczniejsze przy 3 psach, bo ilość piachu wnoszonego z pola jest przytłaczająca.

Mamy ocieplony dom od środka i mam nadzieję, że nam nie zgrzybieje, ale nie chciałyśmy zakrywać wiekowej cegły, to był cały urok tego domu. No i mamy w planach remont dachu, bo zaczął się odrywać, więc może w tym roku przysłowiowy dach nad głową jednak zostanie zrobiony.

Weganizm na wsi

Tak, obiecywałyśmy sobie wiele razy, będziemy żyć z własnych upraw. Pomidory, groch, rukola, i szczypior to chyba jedyne co udało nam się wyhodować. Część spaliło słońce podczas 43-stopniowych upałów.

Dodatkowo w okolicy nie ma żadnego porządnego warzywniaka, naprawdę lepiej jadłyśmy w Gdańsku, zaopatrując się pod domem w małym, rodzinnym warzywniaku, za którym tęsknimy (przystanek Żabi Kruk, na tyłach banku).

No ale Pani Krysia wsiada na rower i 7 km dalej robi zakupy w miarę spoko, nie jest to styl miejski, żyjemy, powiedziałabym skromnie, ale chyba nie przeszkadza nam to za bardzo. Czasami tęsknię tylko za dobrymi lodami, a jak mamy zachcianki to jedziemy pociągiem do Wrocławia, do Urban Vegan na zakupy.

Zwierzęta

Przybyło nam 3 i totalnie bym w to nie uwierzyła jeszcze rok temu, że mamy 2 króliki (nadal) i psa w typie owczarka i nasz kot nadal żyje, a w Gdańsku już ledwo chodziła. Zwierzęta wydają się szczęśliwe, nie gniją już na łóżkach w bloku, mają dodatkowo 3 spacery dziennie do lasu, na pole, przez co musiałyśmy się przystosować do masowej ilości kleszczy.

Naprawdę, leki już nie pomagają, one z każdego spaceru przynoszą po 7+ kleszczy każde, doszło do tego, że zdarza nam się zdjąć kleszcza z monitora, ściany, ręki, budzą nas w nocy, pełzając po ciele. Ja panicznie bałam się tych krwiożerczych główek wżerających się w ciało, a tu traktuję je już jak muchy, niezmiernie mnie irytują. Oczywiście dodatkowo pojawiają się niezapowiedziane zwierzęta także, jak kociaki, koty dorosłe, jeże, myszy i inne gryzonie, ale jakoś dajemy z wszystkimi radę.

Sąsiedzi

Lokalsi są bardzo mili i pomocni, przynajmniej część, co jakiś czas dostajemy jakieś potrawy do skosztowania, sadzonki, ziemniaczki. W dodatku też udało nam się wyskoczyć na bobo branie, które nas bardzo pozytywnie zaskoczyło, no i jadłyśmy 3 tygodnie bób non stop.

Ludzie gadają o nas i wiemy o tym, ale może kiedyś się do nas już przyzwyczają i będą gadać o innych, na razie wydaje mi się, że możemy jeszcze być atrakcją, do tego stopnia, że jak jedziemy po coś do sklepu do miasta, to potem sąsiad się pyta, po co tam coś kupowałyśmy, bo mu sprzedawca doniósł, że były te dwie panie. Mimo wszystko wydaję mi się, że ludzie są tu jacyś milsi niż na północy w mieście.

Odwiedziny znajomych

Cóż, nadal nie mamy idealnych warunków na to, ale nie ukrywajmy, przeprowadziłyśmy się tu, by uciec trochę od ludzi, więc nie zawsze nam przeszkadza izolacja, ja nawet ją bardzo lubię, to taki trochę mój azyl i zawsze jak gdzieś wyjeżdżam, to czuję lekki dyskomfort, czasami mocny. Pani Krysia chyba ma inaczej, tęskni do swoich znajomych jeszcze bardziej, bo w końcu ma do nich blisko. Wieś jednak ją wciąga na tyle, że ciężko się ruszyć.

Katharine Hepburn

Co nam się nie udało?

  • Idealny ogród
  • Remont parteru
  • Sielskie życie — niestety tu nie da się chyba zbyt sielsko żyć, zawsze coś
  • Hobby- na które brakuje czasu, bo ogród
  • Cydr- miał powstać z naszych jabłek, ale nie miałam siły ich przetworzyć (mamy 3 jabłonie)
  • Przetwory na zimę (po spleśniałej kiszonej kapuście, jakoś się poddałyśmy).

Nasze samopoczucie

Tak w ogóle to po przeprowadzce, przez chwilę miałam jeszcze nadzieję, że wszystko pójdzie gładko i idealnie, a tymczasem wyszło po czasie, że bojler przecieka, gaz za drogi, szambo co miesiąc trzeba opróżniać, dach ledwo się trzyma, grzyb na ścianie i trzeba zerwać cały bluszcz, kompost nie działa, drzewa są martwe, myszy grasują w domu i postanowiły zrobić sobie gniazdo w moich ulubionych książkach.

I tak z dnia na dzień, oglądamy w lustrze kolejne siwe włosy, nie licząc miesięcy czy dni, doszłyśmy do dziś, a ja myślę, że minęło może z 6 miesięcy, a po tym spełnionym marzeniu przyszło kolejne i, kolejne i choć są przekładane dniami grozy, cierpienia i melancholii to mimo wszystko uważam, że to nasza najlepsza decyzja, nie wyobrażam sobie lepszego życia, życia z kimś innym. Tu jest nasz dom, nasza rodzina.

Ps. Posadziłyśmy dwa nowe drzewa

Written by

Agnieszka

204 Posts

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.
View all posts