podkaster 2020 roku

Co oznacza dla mnie nominacja do Podkaster 2020 roku?

Parę dni temu zobaczyłam w grupie Podkasting w Polsce, że słuchacze mogą głosować na podkastera roku 2020. Jak to ja, oczywiście nie wierzyłam, że cokolwiek się wydarzy w tym temacie, ale postanowiłam podesłać link na moich social mediach i poinformować, że można głosować. Udało się!

Jestem w tym momencie tak bardzo szczęśliwa, że ciężko mi opisać to słowami, dla mnie sama nominacja, przez słuchaczy, to największa na świecie nagroda (koniec hodowli przemysłowej ucieszyłby bardziej) i bardzo ważne podsumowanie mojej działalności, wszystko dlatego, że o mały włos nie przepadł ten blog i mój podkast, właściwie to o mały włos sama tego wszystkiego nie zabiłam.

Dlaczego zaczęłam nagrywać?

Pewnego dnia w grudniu 2019 roku pomyślałam, hej spróbuję czegoś nowego, lubię wyzwania i nowe technologie i tak pojawił się 1 odcinek podkastu Hodowli Słów.

Miałam zapisane 5 kolejnych pomysłów na odcinki i cieszyłam się jak dziecko, ale po czasie, już chyba przy 3 odcinku stwierdziłam, że nie dam rady. Mój głos zaczął się łamać, każda sekunda nagrywania, to było walczenie o oddech i ogromny stres. Pewnego dnia podczas nagrywania poczułam tak ogromny ból w gardle, że przestałam mówić.

Jak straciłam głos w podkaście?

Tego dnia pomyślałam, że coś mi pękło, zepsułam się i koniec, nie nagram już żadnego odcinka, zresztą już wtedy dyskomfort przy nagrywaniu zaczął mocno wpływać na decyzję, czy dam radę dalej to robić i czy powinnam, bo przecież spędzam po 4 godziny i więcej na montażu i wycinaniu tej całej mojej, jak wtedy uznawałam porażki z mówieniem.

podkaster 2020 roku

Dałam sobie szansę i zapisałam się na lekcje emisji głosu z Moniką Adamską, na początku było stresująco, w końcu musisz wydobywać z siebie dziwne dźwięki i ktoś na ciebie patrzy, ale bardzo szybko Monika, zwróciła uwagę, że być może gdzie indziej leży problem. Ja zaciskam gardło, robię sobie krzywdę w struny głosowe, zamykam swoje ciało ze stresu, ale to głowa dyktuje warunki.

Załamałam się i nie widziałam już odwrotu, tylko równię pochyłą i mnie spadającą w dół.

Jak podkast prawie zniszczył mi życie?

Chwilę mi zajęło, aby przemyśleć sprawę i wybrać się jednak na terapię. Nałożyło się na to kilka pobocznych problemów, ale wylądowałam z jednym głównym – blokadą przed nagrywaniem podkastu i wystąpieniami publicznymi. Nie miałam pojęcia co dalej, to wszystko wpływało także od dawna na mnie ogólnie, straciłam wiarę, że jest sens pisać tego bloga i nagrywać, stałam się nerwowa i zgryźliwa.

Uwierz mi, te dni były okropne, ja od 2015 roku i pierwszego mojego wpisu wiedziałam, że totalnie nie umiem pisać, ale chciałam mimo wszystko to robić, bo chęć przekazywania wiedzy na temat polepszenia losu zwierząt, a potem dalszych etycznych rozważań była dla mnie nadrzędna, ale tego wszystkiego było już za wiele.

podkaster 2020 roku
fot: Otwarte Klatki

I pewnego dnia to wszystko stało się dla mnie wymogiem, zmuszaniem się do zdobywania fanów. Bo wpajałam sobie, że nie rośnie mi lista obserwujących, że nikt nie daje mi komentarzy pod postami, widziałam tylko gołe statystyki, które świadczyły, że ktoś mnie słucha i czyta, ale bez żadnego znaku życia i feedbacku od czytelników nie byłam w stanie się dalej motywować. Podobno to jedno z najczęstszych zjawisk zabijających podkasty.

Do tego wszystkiego ten stres, że jestem za głupia, że się pomylę, że powiem bzdurę niepotwierdzoną naukowo, a przecież chcę być rzetelna i edukować. To wszystko dosłownie rozsypało mnie w drobny mak. Już nie miałam problemu tylko z podkastowaniem, miałam problem z istnieniem, bo nie mogłam spełniać swojego marzenia, a potem zaczęło to wpływać na moją pracę zarobkową.

Po spotkaniach online, które były dla mnie stresujące, zaczęłam mieć stan podgorączkowy, zaciskające się gardło i chrypę. Moja praca marzeń,a zaczęłam zawodzić samą siebie także tu.

Jak podkast zmienił moje życie?

Po 8 miesiącach terapii, jestem już szczęśliwa i świadomie wybieram kiedy nagrywać i kiedy pisać, bez spinania się, bez przymusu i co najlepsze, wtedy jestem w stanie wyprodukować więcej materiału na raz, z którego w dodatku jestem zadowolona.

To były długie sesje tłumaczenia mi, że nie muszę być idealna, że muszę zadać sobie pytanie, dla kogo ja to robię i po co. Terapeutka zadawała odpowiednie pytania, a ja układałam wszystko w swojej głowie. To pomogło mi w każdej strefie mojego życia.

Jakiś przełom nastąpił chyba w tym odcinku.

Po nim dostałam sporo feedbacku, że dobrze mi wyszło i było ciekawie. W kolejnych oczywiście nadal się zmagam ze stresem, poukładaniem faktów, ale to wszystko nie wpływa już tak destrukcyjnie na moje życie, jak wcześniej.

Wręcz czuję się w końcu dobrze i swobodnie w mojej roli. Zawsze jest coś do poprawy, ale nie będę z tego powodu dokonywać linczu na samej sobie. 

<<< Twórz ze mną tego bloga i podkast, zostań Patronem >>>

Co oznacza dla mnie nominacja Podkaster 2020 roku?

Jest to ogromny sukces, przede wszystkim nagradzający moją walkę o samą siebie, dający szczególną motywację na przyszłość, ale przede wszystkim to najważniejszy feedback, jaki w ciągu istnienia tego podkastu dostałam. Dziękuję moim słuchaczom i słuchaczkom, oraz moim partonom i patronkom. Bez nich ten dzień byłby niemożliwy. Zapraszam do kolejnych odcinków!

Ps. A dla autorów, nie poddawajcie się, nie załamujcie się i róbcie to przede wszystkim z radością i pasją.

Dla odbiorców: Praca blogera, youtubera i podkastera to bardzo ciężka praca, szczególnie, jak robi się ją po naszej codziennej pracy, pomiędzy zajęciami i opieką nad dziećmi albo zwierzętami, dlatego głosujcie na swoich ulubionych autorów, dawajcie im znać, że wam się podoba, aby się nie poddawali, bo nawet najlepsi mają czas zawahania i mogą podjąć głupie decyzje.


Photo by Will Francis on Unsplash

Rys. Pani Krysia

Written by

Agnieszka

256 Posts

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.
View all posts