Klatki Europy.

Rozmyślam właśnie nad sposobem postrzegania zwierząt w Polsce, właściwie to na całym świecie. Miałam jednak okazję na żywo przekonać się co myślą ludzie podczas ostatniej akcji Otwartych Klatek #stopthetrucks. Zanim jednak podsumuję, jak do tego wszystkiego doszło?

W drugiej połowie XX wieku Europa, jak i Stany Zjednoczone przeżywały gigantyczny wzrost hodowli przemysłowej. Postanowiono wtedy stłoczyć w klatkach wszystkie gospodarcze zwierzęta. Wielu upatruje taką sytuację w głodzie panującym po wojnie i zniszczeniu z tym związanym. Tak powstały cielęce boksy, klatki bateryjne, łańcuchy i kojce. Prawa zwierząt przestały istnieć, zaczął liczyć się zysk.

Fabryki zwierząt.

Hale tak wielkie, że krajobraz przypomina obcą planetę. W środku najczęściej malutkie klatki poustawiane jedna na drugiej, by upchać jak najwięcej ptaków obok siebie. Nie ma tu światła, nie ma okien, nie ma oddechu. Jest proces. Bezlitosny proces produkcji mięsa i jaj.

Ja widzę przerażone, szklane oczy. Ucięte dzioby, samotne, cielęta z nadzieją w oczach, że to jest tylko sen. Zaciśnięte sznury wokół nogi, brudne ciała zwierząt, które już nic dla nikogo nie znaczą. Istoty, które zatraciły swą tożsamość na potrzebę bycia produktem. Nie z ich woli, z woli człowieka.

Widzę czującą istotę, której od urodzenia ktoś sprawia ból, by w drodze upodlenia zeszmacić bez litości, ubić bez wyrzutów sumienia. Jakim trzeba być człowiekiem, by nie potrafić współczuć, by udawać, że holokaust zwierzęcy nie istnieje?

Lochę można też przykuć do betonowej podłogi za pomocą łańcuchów przyczepionych do ciężkiego jarzma na szyi lub owiniętych wokół brzucha. Metalowe ogrodzenie wokół lochy częściowo oddziela ją od sąsiadek, co zapobiega walkom. Zakazane w Europie, Clare Druce i Philip Lymbery.

Staliśmy się androidami, które rozmyślają, czy są jeszcze człowiekiem, czy może robotem, nigdy nie dojdziemy do prawdy, bo ktoś wyszarpał z nas sumienie. Stłumił poczucie moralności, zautomatyzował reakcję, zaprogramował na zysk. Nie wierzymy w statystyki, fakty. Ci na górze tylko klepią się po plecach, z uśmiechem na twarzy, dumni, że po raz kolejny udało im się sprzedać „zdrowe mięso”.

Amok.

Więcej, szybciej, po kosztach. Jeszcze przed drugą wojną światową farmerzy szukali nowych rozwiązań, by sprostać zapotrzebowaniom ludzi na jaja i mięso.

Dodawana do karmy dla ptaków witamina D sprawiła, że można je było hodować bez światła dziennego… W zatłoczonych, źle wentylowanych pomieszczeniach dochodziło do koszmarnych scen. Ptaki zadziobywały się na śmierć i zjadały swoje resztki.

Nowa, wspaniała ferma? Jim Mason i Mary Finelli

Oczywiście wszystko, co przeszkadzało w szybkiej i taniej produkcji zwierząt wyeliminowano. Kurom obcinano dzioby, przypalano na żywca, zmieniono paszę na taką, która powoduje szybszy wzrost, taką, która zapobiega chorobom, wzbogaconą o antybiotyki. Czy wiecie, że około 75% z antybiotyków przechodzi przez organizm zwierzęcia niestrawione?

Kastracja odbywa się bez znieczulenia, to samo tyczy się przycinania ogonów, rogów, uszu. Wszystko po to, by uprzedmiotowić zwierzę, by jego ciało dostosować do za małej klatki, by przestało się zachowywać naturalnie, a jego stres nikogo nie obchodził.

I już lecą na taśmie, gotowe kurczaki, jeden za drugim, odławiane ramieniem maszyny, bezlitośnie poniewierane.  Praca wre, produkt martwy, czasem jeszcze żywy transportuje się do najbardziej „potrzebujących” zakątków świata.

1 miliard kur rocznie jest transportowanych wewnątrz Unii Europejskiej.

Stres równy śmierci.

Są fachowcy na tym świecie, którzy podtrzymują tezę, że zwierzęta w trakcie transportu nie cierpią, ich zabijanie jest humanitarne. Dlaczego zatem jest tyle przypadków ucieczek zwierząt z transportu czy rzeźni? Często ryzykują swoje życie, przezwyciężają strach, skaczą z ciężarówek. Niestety najczęściej jak im się uda, ktoś i tak dokończy tego haniebnego dzieła.

Istnieją dowody zebrane podczas śledztw Eurogroup for Animals, które ukazują iż transport zwierząt jest jednym z najbardziej haniebnych czynów wobec żywego i czującego zwierzęcia. Wiele z nich przetrzymywanych jest w pełnym słońcu bez wody i jedzenia, stłoczone, poobijane w 14 godzinie swojej podróży. Wycieńczone.

Myślicie, że one nie są świadome tego, co je czeka? Zgadnijcie, co czuje owca, która widzi, jak jej koleżanki zadeptują w tym transporcie jej dziecko. Nie jest w stanie mu pomóc, bo nie ma miejsca, by nawet odwrócić głowę. Zapomniałam, że wielu nadal nie wierzy w to, że zwierzęta czują ból i cierpienie.

Oblepione błotem, przypalone słońcem, w stresie, w obliczu śmierci szukają wybawienia. Z klatek hodowlanych przeładowaliśmy je na klatki mobilne, wydawałoby się, że nic gorszego uczynić już nie możemy.

Rozwiązania.

Każdy, kto poczuł, choć odrobinę współczucia, mógłby jakoś pomóc. Wierząc, że da się zatrzymać tę maszynę. Nie każdy wie jak?

Ja znalazłam już swoje rozwiązanie, jest nim weganizm. To najszybsza i najprostsza dla mnie droga do wyeliminowania cierpienia zwierząt.

Wiem, że nie każdy potrafi, nie każdy może. Zawsze jednak możesz oddać swój głos pod listem do ministra środowiska, tu. Rządy paru krajów Europejskich walczą o skrócenie długości transportu żywych zwierząt. Idealnie byłoby wyeliminowanie go całkowicie.

Nie chcesz być weganinem, możesz być wegetarianinem, fleksi czy cokolwiek. Możesz ograniczyć ilość spożywanego mięsa w tygodniu, to naprawdę ma znaczenie. W Kanadzie każdy poniedziałek jest dniem bez mięsa. Ty też możesz sobie taki uczynić.

Nie potrafisz zrezygnować z mięsa, ale nadal chcesz pomóc? Możesz to zrobić, wspierając organizacje zajmujące się walczeniem o prawa zwierząt, o ich dobrostan. Są to między innymi Otwarte Klatki, Compassion in World Farming, Peta, czy Viva.

Polska mentalność.

Podczas sobotniej akcji Stop The Trucks słuchałam wielu wypowiedzi przechodniów. O dziwo, łatwiej im zrozumieć, że zwierzęta cierpią w transporcie, trudniej podjąć decyzję o niejedzeniu mięsa. To się nie równa tak, jak powinno.

Są tacy, którzy powtarzają, że nic nie zmienimy, świata nie uratujemy. Dowody jednak wskazują, że zmiany zachodzą, chociażby ostania kampania na rzecz hodowli królików w systemie klatkowym.

Są też ci świadomi okrucieństwa i powoli do nich dociera, że to oni są konsumentami i oni mogą wywierać wpływ na duże firmy. Tym sposobem wiele sklepów zrezygnowało ze sprzedaży jajek z chowu klatkowego.

Mimo narzekań i naszego czarnowidztwa wiem, że istnieją ludzie, którzy nie są obojętni, są pełni sił i chęci do działania na rzecz zwierząt, pytanie, czy Ty to widzisz?

 

Rys. Pani Krysia dla tych, co powinny wieść życie różowe jak ich nosy / ogony / uszy / kopytka.

 

Tags:

Agnieszka

Aktywistka, magister sztuki, blogerka. W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt.

  • Agnieszko, miałam podobne przemyślenia,w podobnej sytuacji, kiedy staliśmy z L214 na ulicach, pokazując filmy z rzeźni i wręczając ulotki z informacjami, co można zrobić, by zmniejszyć ilość spożywanego mięsa. I Francuzi mieli podobne reakcje, do opisywanych przez Ciebie reakcji Polakow.
    Myślę, że winna jest tu to jest ta nasza ” ludzka” „tradycja”, a raczej jej błędne rozumienie – „kuchnia jak u mamy”, bo reklama robi nam z mozgu pianke (te krowy na zielonych lakach), bo w końcu : „tak jest wygodniej”, a z już po najbardziej głupi i egoistyczny argument „bo ja kocham mięso, i co mi zrobisz?” (nic…).

    Ale, jak slusznie zauwazyles, dużo sie zmienia. NIewystarczająco szybko, ale sie zmienia. I ja sie tego trzymam. Pozdrawiam Cie.

    • Dzięki Aga, dobrze wiedzieć, że są ludzie, którym los zwierząt nie jest obojętny i potrafią też mieć giętki rozum jeżeli chodzi o tradycje.

  • olita

    czytam i placze..bylam ostanio na veggieeworld barcelona gdzie zalozylam te okulary od ianimal czyli slaughter house 3d 🙁 i chce mi sie krzysczec i potrzasac ludzmi..czemu jestesmy takimi bezmozgowcami, otepialymi, bez wspolczucia ale tez bez common sense? nie rozumiem
    ciesze sie ze nie jezdze na wakacje bo raz sie wybralam na polnoc catalunii autostrada i widzialam tyle ciezarowek ze zwierzetami ze mi sie od razu odechcialo wakacji 🙁

    pewnie ze swiat sie zmeinia, nawet wycofanie angory ze sprzedazy najwiekszych chociazby sieciowek albo ostatnie zamkniecie mlecarnic Elmhurst Dairy w NYC kt prosperowala wiele lat a teraz sie przerzucili na plant based milks bo widze ze future is vegan..(sorry za moj polski, nie dosc ze pisze szybko bo w pracy to nie mieszkam w pl juz 13 lat i nieraz mi latwiej po ang!)

    • Olita ja płakałam w sercu podczas pokazywania tego filmu na #stopthetrucks, ale muszę go widzieć, bo muszę wiedzieć jak to wygląda i dążyć do zmian. Veggieworld podobno wchodzi do Polski, jestem bardzo ciekawa jak to wygląda. Co do ludzi, sama wiesz najlepiej, szkoda się spalać na tych specjalnych.

    • Ps. Możesz pisać po angielsku jak Ci wygodniej:)

  • Pingback: W lisiej skórze. - Hodowla Słów()

%d bloggers like this: