Skip to content

Wegańskie memy rujnują wam dzień?

Przeglądając Facebooka często trafiam na memy związane z weganizmem czy infografiki opisujące przemoc wobec zwierząt. Zazwyczaj są to informacje, które już kiedyś gdzieś widziałam, powielane w celu podbicia przekazu. Tym razem znalazłam coś takiego na tablicy znajomej, która to weganką ani wegetarianką nie jest. Pomyślałam sobie, o, zadziałało, niezła odmiana lecz chwilę potem doświadczyłam gorzkiego rozczarowania.

dd9acb4b524568841e8ddd05a6dec798fot:kwejk.pl

To miał być chyba żart, ironia, skierowana do niemięsożernych, stara jestem i nie rozumiem tego. Komentarze pod spodem jak zwykle z najwyższej, mięsnej półki, poziom żartu z ówczesnej Polski.

Nie próbowałem psów tylko dlatego, że nie da się ich kupić w sklepie za rogiem.

Trochę mam dosyć, w pracy jestem zjawiskiem, obcym, dziwakiem. Pani ze stołówki firmowej pyta co ja jem? Naprawdę fascynuje mnie doświadczenie kucharzy, którzy nie potrafią przygotować potrawy wegańskiej bez kostki rosołowej, bez marchewki i groszku. Fascynuje mnie też wymyślanie kolejnych odpowiedzi na durne pytania jak powyżej. I skoro pojawił się mem to odpowiem tym samym.

Batman-meme-protein

  Codzienność weryfikuje znajomości właśnie w ten sposób, po pewnym czasie odechciewa Ci się walczyć ze stereotypami, odpowiadać na pytania, prowadzić polemikę, która nie ma najmniejszego sensu bo i tak jesteś dziwolągiem. Znajdujesz zrozumienie wśród ludzi otwartych lub należących do tego samego gatunku albo sekty, jak kto woli. Okazuje się, że długoletnie znajomości zagubiły wartość tylko dlatego, że zrobiłeś/aś coś co nie jest normą społeczną. Opowiadasz bzdury o tym, jak to uzupełniasz witaminy z brokułów, wypijasz super drogie mleko-podobne napoje i pokazujesz wszystkim dookoła, że jesteś inny/a. Sam tego chciałeś/aś, radź sobie z mięsożernym żartem, światem, przemysłem a najlepiej to umrzyj od pestycydów z Twoich niby ekologicznych zbiorów.  Codziennie to samo, ale ja dalej scrolluję, dalej oglądam te memy i dalej promuję wegański tryb życia, bo skoro Twój bliski znajomy ma w dupie Twoją ideologię to znaczy, że wcale bliski Ci nie jest. Na te 10 osób przechwalających się pyszniutkimi potrawami z mięsa znajdzie się jedna, która się zastanowi, ta jedna potem prawdopodobnie się przekona i ta jedna ocali więcej żyć niż Ci się wydaje,choćby było to chwilowe. Ktoś podjął ten temat i odważył się pomyśleć jak dziwoląg, postanowił spróbować. A kiedy ta jedna osoba mówi Ci trzeci dzień z rzędu, że jadła swój domowy hummus to czujesz się tak:)

ezgif-2871595077giphy-2

By na koniec uświadomić sobie ile można jeszcze zrobić

ezgif-1933888727

gify pochodzą z:http://www.chooseveg.com/

Agnieszka
Follow me

Agnieszka

Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, mieszkam z dwoma adoptowanymi psami, kotem i Panią Krysią. W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepsze, poszukuję magii człowieczeństwa.
Agnieszka
Follow me

Latest posts by Agnieszka (see all)

  • Pingback: Wegańskie memy cz. 3 - Hodowla Słów()

  • greenmurraya

    Masz bardzo ciekawe artykuły. Co prawda nie jestem ani weganką, ani nawet wegetarianką, jednak staram się żyć odpowiedzialnie. Sama hoduję drób, choć nie ukrywam że także kupuję mięso w sklepie. Jem je coraz rzadziej.l, jednak nie rezygnuję. W mojej kuchni często pojawiają się wegańskie potrawy ale są też i wegetariańskie i miesne. Wkurzam się gdy ktoś na siłę próbuje że mnie zrobić albo potwora albo ignorantkę. Wiem jak ten cały proces wygląda, szanuje i kocham zwierzęta ale nie miałbym problemu z zabiciem koguta na rosół. Dlatego zawsze przemyślam skład swoich posiłków i dziękuję zwierzętom i przepraszam je za to że musiały poswiecic swoje życie bym ja i moja rodzina mogliśmy zjeść taki obiad. Sama robię hummus, tofu, używam za równo agaru jak i żelatyny. Po prostu podchodzę do tej sprawy poważnie. Ale nie jestem ani fanatykiem, ani oktodoksem. Mam sporo znajomych wegan i wegetarian, z którymi mam bardzo dobre stosunki koleżeńskie. I życzę wszystkim aby żyli świadomie i bez nienawiści.

    • Greenmurraya, dziękuję za ciekawość. Niemniej jak nazwać człowieka, który wie, że przyczynia się do cierpienia, a mimo wszystko zabija? Stąd pojawiają się słowa ignorant, człowiek o zerowym poczuciu empatii, czasami gorsze przymiotniki. Gdyby ktoś przyszedł do Twojego domu i powiedział, że właśnie zabije Twoje dziecko bo musi żywić się jego mięsem, ale bardzo Cię przeprasza za to i szanuje, to jakbyś go nazwała? Ja wiem jak to wygląda z obu stron, też jadłam mięso, też pomagałam je obrabiać babci zwierzynę po polowaniach. Jako zdeklarowana weganka, wiem, że słowa moje mogą być odbierane często jako fanatyzm, bo zaburzam spokój myślenia i od dawien dawna ustalone prawdy, że zwięrzęta trzeba zabijać, by je jeść. To niestety nie jest prawda, nie trzeba. Człowiek jest w stanie przeżyć bez mięsa, tylko nie chce. Ma też siłę woli, rozum oraz możliwość wyboru. Może być ignorantem, może być poetą, może być kim chce, sam dokonuje tych wyborów. Niestety żyjemy wśród ludzi, którzy mogą na ten temat też wydawać opinię i jest to dużo mniejsze zło niż zabicie czującej istoty. Może to słowo ignorant, jest iskierką do rozpalenia ognia, do rozpalenia przemyśleń. Każdy swoje prawdy zna i robi z nimi co chce. Piszesz o nienawiści, we mnie rodzi się milion uczuć w momencie gdy widzę, człowieka kopiącego świnię w twarz, bijącego młotkiem krowę w głowę, ciągnącego psa za samochodem. Byłabym potworem, nie czując nic. Nienawiść rodzi się z bezsilności i nie radzenia sobie z problemem, wielu wegan czuje nienawiść do mięsożerców, bo widzą, że jest im to obojętne, bo nie rusza ich, to co człowiek robi czującej istocie. Gdy nie ma się siły na słowa, rodzi się uczucie zła. Nie zmienimy hodowli przemysłowych samą myślą o tym, że biedne są tam zwierzęta i jest im źle. Nie zmienimy ich też nienawiścią. Zmienimy to uświadamiając ludziom co robią źle, jak mogą coś zmienić, jakich dokonać wyborów. Jeżeli ktoś lubi mięso, może wybrać to zdrowsze i lepsze, dodatkowo pochodzące od rolnika z pola. Certyfikowane produkty zapewniają, że krowa miała dostęp do trawy (te w hodowli nie mają), że miała dostęp do słońca (te w hodowli nie mają), że żyła w spokoju. Od małego mnie uczono, że jak źle zabije się zwierzę (zestresuje się je), to przekłada się to na złe mięso. Nie rozumiem jak można jeść mięso wszystkich zestresowanych zwierząt? To mięso nie jest bogate w minerały, nie jest bogate w białko, w większości bogate jest w tłuszcz, antybiotyki i bakterie, które właśnie na te antybiotyki się uodparniają. Mogłabym tak pisać, jeszcze milion słów. Meritum jest jedno. Jeżeli ktoś zabija bez wyrzutów sumienia, usprawiedliwiając się ekonomią, zyskiem, zdrowiem, czy zachcianką swoich kubków smakowych, to niestety jest ignorantem. I to określenie jest najłagodniejszym z możliwych. Właściwie to powinien zostać nazwany niezdolnym do współczucia. I na koniec życzę wszystkim jak sama piszesz, by żyli świadomie i bez nienawiści, przede wszystkim do zwierząt.

      • greenmurraya

        To bardzo mądre słowa. Dlatego staram się kupować jak najmniej mięsa i nie godzę się na znęcanie się nad zwierzętami. Między innymi dlatego zdecydowałam się sama hodować drób. Nie wyklucza że kiedyś może zostanę wegetarianką ale zdaję sobie sprawę z tego że i ja i moja rodzina nie jesteśmy na to gotowi. Coraz częściej gotuję wegetariańskie posiłki dzieciom jednak wciąż się nie przekonały do całkowitego odrzucenia mięsa. Nie jadamy wołowiny, wieprzowinę jadamy bardzo rzadko. Drób i ryby są w zasadzie jedynym rodzajem mięsa które spożywamy. Jajka mam od swoich kur, więc mam pewność że chodzą sobie swobodnie i niczym nie są faszerowane.

        Oczywiście że mam wyrzuty sumienia. Nie usprawiedliwiam się ani ekonomią, ani zyskiem, ani zdrowiem, ani zachcianka. Jedyne czym mogę się tłumaczyć to przyzwyczajenie i nieumiejętnością przygotowywania wegetariańskich posiłków w taki sposób by smakowaly moim dzieciom. Weganką pewnie nigdy nie zostanę. Bo nie potrafię sobie wyobrazić substytutu smaku miodu z domowej pasieki, masła czy twarogu. Jednak mleko kupuję od prywatnego rolnika, tak samo miód. Twaróg , jogurt potrafię zrobić sama. Coraz częściej używam substytutow mięsa w głównej mierze dzięki wegańskim blogom kulinarnym które obserwuję Np. Wegan Nerd czy Weganon, oraz dzięki mojej koleżance która prowadzi wegański bar (Strefa Vege). Fajnie mieć kogoś kto na ciebie nie ma wrzeszczy i nie zwyzywa tylko pokaże zwyczajnie że można w inny sposób.

        • Greenmurraya, weganką zostawać nie musisz:) Choć dla mnie to jedyna droga, wiem, że nie każdy chce czy może. Dobrze, że jesteś świadoma swoich wyborów, dobrze, że poszukujesz. Z blogów wegańskich polecam jeszcze Jadłonomia (mimo iż ostatnio więcej w telewizji), a także food porn vegan style. Jak ja zaczynałam przechodzić na weganizm, wszystkie zdjęcia dań wegańskich w internecie wyglądały okropnie. Nie myślałam o tym, że kiedykolwiek porzucę mój ulubiony ser, nie widziałam nic złego w miodzie. Dziś nie używam nic z tych rzeczy, także oleju palmowego. Każdy dochodzi do sposobu swojego życia powoli, po swojemu. Grunt by nasze życie nie sprawiało cierpienia innym. Polecam Ci książkę Karen Duve- „Jeść przyzwoicie”. Mogłaby Ci się spodobać, ona też hodowała własne kury, nawet własnego osiołka. Testowała przez parę miesięcy różne diety i mimo iż żyje w Niemczech to i tak było jej ciężko. Ciekawe jakby dała radę w Polsce?

Archives

  • 2017 (22)
  • 2016 (78)
  • 2015 (15)
%d bloggers like this: