Niektórzy ludzie nie potrafią przestać pomagać zwierzętom. Nie dokładajmy im pracy.

  • Home
  • Zwierzęta
  • Niektórzy ludzie nie potrafią przestać pomagać zwierzętom. Nie dokładajmy im pracy.

Są ludzie, którzy nie potrafią odmówić pomocy zwierzętom i przez to sami potrzebują pomocy. Logicznym działaniem byłoby takim osobom pomagać i wpierać ich finansowo, jednak najczęściej dokładamy im trosk czy obowiązków.

Wiele razy miałam zapytania o to, jak pomóc gołębiowi, gdzie go zawieźć, co z nim zrobić. Jak pytałam, czy da się takie zwierze podnieść, to po drugiej stronie słuchawki następowała konsternacja, bo przecież jak to ja nie przyjadę i nie zabiorę tego chorego ptaka?

Liczy się czas

Sama niewiele więcej wiem niż przeciętny człowiek chyba na ten temat. To, że miałyśmy parę ptaków już w domu, nie zrobiło ze mnie specjalistki w tej dziedzinie. Jak mam dotknąć gołębia, to mam lęk w oczach i nie ze względu na przenoszone „mityczne” choroby, tylko przez fakt, iż są tak delikatne. Dlatego tym zajmuje się Pani Krysia.

Jeżeli możecie pomóc sami, zróbcie to, często liczy się czas. Z doświadczenia wiem, że służby nie zawsze reagują na zgłoszenia, choć można się niesamowicie zdziwić, jak pewnego razu w Gdańsku, gdy straż pożarna wyławiała topiącego się gołębia w rzece Motławie.

Bezdomne koty i psy

Obserwuję parę grup na facebooku, czasami mnie krew zalewa, jak ktoś pisze, tam leży pies, zrobi mu zdjęcie i odjeżdża, a wy ludzie domyślcie się, w jakim on jest stanie, na jakiej ulicy i kiedy takie zdjęcie było zrobione.

Oczywiście często dzięki tym grupom wiele zwierząt znajduje swój dom lub wychodzi z najgorszych opałów, jednak można dostrzec tam też pseudo pomoc jak wyżej opisanym przypadku.

Rozumiem, czasami naprawdę jest tak, że nie można się zatrzymać, że mamy jakieś inne priorytety, albo boimy się dotykać zwierząt (ja tak mam, jak widzę krew, nie jestem w stanie się ruszyć) postarajmy się wtedy, zgłosić taką sprawę prawidłowo.

Do kogo dzwonić?

Można zadzwonić do straży miejskiej, jeżeli jest to zwierze porzucone i błąka się, do schroniska, jeżeli wygląda na to, że nie ma właścicieli, zróbmy zdjęcie i z dokładnym opisem godziny oraz miejsca udostępnijmy w sieci, na grupach (znalezione/zaginione zwierzęta), na portalach z ogłoszeniami. Jeżeli nie korzystamy z internetu, zróbmy ogłoszenia papierowe.

Jeżeli zwierzę jest ranne, najlepiej je zabezpieczyć i  chociaż zaczekać do momentu przyjazdu pomocy. Szczególnie jeżeli takie zwierzę bytuje niedaleko ruchliwej ulicy, to samo tyczy się kociaków i szczeniaków. Postarajmy się sami ocenić w miarę sytuacje, czy dane zwierzę da radę przeżyć w danych warunkach.

Zostawianie małego kociaka na zimę na dworze, bez matki, bez miejsca do spania raczej nie jest dobrym pomysłem. Zgłaszajmy, też takie młode zwierzęta do projektu sterylizacji (oczywiście to też wymaga paru zobowiązań, ale wspólnie można zrobić więcej, niż obarczając tym jedną osobę).

Jeżeli jesteśmy bezradni, postarajmy się powiadomić jak najwięcej znajomych, zapytajmy, czy mogą przetrzymać takie zwierzę, dać dom tymczasowy, podwieźć do kliniki weterynaryjnej.

Ja na samym końcu pytam małe fundacje o pomoc. Dlaczego na końcu? Bo wiem, że mają takich przypadków tysiące i nie mają często już środków na kolejną pomoc, nie wspominając o czasie.

Dajmy z siebie wszystko

Zróbmy jak najwięcej od siebie, potem dopiero angażujmy w to ludzi, którzy naprawdę nie mogą nam odmówić, bo taki jest ich charakter i mimo problemów finansowych, przepełnionych miejsc prawdopodobnie przyjmą kolejne zwierzę, bo tak wygląda ich życie.

Do tych ludzi dzwonią wszyscy, prosząc o pomoc, bo wiedzą, że tej pomocy nie odmówią. Ci ludzie poświęcają całe swoje życie temu, by zatroszczyć się o bezradne, chore i opuszczone zwierzęta. Jeżdżą z nimi na badania, leczą je, karmią, poświęcają dosłownie cały swój świat, bo nie potrafią, żyć z myślą, że nie pomogli.

Potem są tak znani ze swojej pomocy, że ludzie podrzucają im kolejne zwierzęta pod dom, bo myślą, że u tej osoby będzie im lepiej. Zapewne będzie, ale w efekcie, ta osoba będzie potrzebowała wsparcia finansowego i fizycznego, ponieważ sama nie będzie miała już siły na pomoc, tym wszystkim bezradnym podrzutkom.

Pamiętajmy, że takie osoby najczęściej mają dwie prace, jedną, by utrzymać siebie i drugą zupełnie wolontariacką po godzinach, by ratować w życie bezradnych zwierząt.

Ci ludzie nie czekają na kolejny telefon od nas z nadzieją, dla nich dźwięk dzwonka to zapewne kolejny mały zawał. Więc postarajcie się nie wykorzystywać takich ludzi, tylko dlatego, że wam się wydaje, że nie możecie pomóc. Znam parę osób, które nie odmawiają pomocy, nie powiem wam kto to, żebyście do nich nie dzwonili. Pomóżmy jednak im pomagać, weźmy czasem jakieś działania na siebie.

 

Ps. Jeżeli chodzi o dzikie zwierzęta, to jest trochę trudniej, starajmy się jednak znajdować ośrodki, które rzeczywiście mają fundusze i siły przerobowe, nie naciskajmy na nich, nie wywierajmy emocjonalnego wpływu, pt. Jak wy nie weźmiecie, to zwierzę umrze. Wiem, że ten temat jest trudny, najłatwiej po prostu słać jak najwięcej pieniędzy takim właśnie ośrodkom, bo oni pracują całą dobę, cały rok, bez chwili wytchnienia.

Może w tym roku zamiast kupowania sobie prezentów na święta postanowicie wylosować jakąś organizacje, osobę, ośrodek dla zwierząt, który postanowicie wesprzeć? Ja wybrałam Jelonki, do końca moich możliwości. Wy też możecie : https://patronite.pl/Jelonki

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie wyklęty weganin Tobias, który opisał podobną historię swojej dziewczyny. Polecam:http://veganstrategist.org/2017/10/17/people-cant-say-no-helping-animals-try-not-give-extra-work/

fot: Photo by Danielle MacInnes on Unsplash

Tags:

Agnieszka

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.

%d bloggers like this: