Moje własne Idaho.

Zamykam oczy, głowa spoczywa na poduszce, ciemność uspokaja tylko psy leżące obok. Zamykam oczy i słyszę dialogi, komentarze, samochody. Podsumowanie dnia kolejnego.

Zamykam oczy i marzę  by coś się zmieniło gdy znów otworzę je rano. By znikło to zło z podwórka, by każde psie, kocie oczy znalazły swój ukochany dom,  bym przestała zamykać oczy ze wstydem. Dzień w dzień staje się robotem, zalewam wątrobę czarną parzoną, na cukrze. Wybiegam, hałas, gwar, zaczyna się. Rozpamiętuje po kolei wykonane czynności, siku, kawa, psy, drzwi. Czy na pewno zamknęłam drzwi? A może to był czajnik? Więc biegnę sprawdzając statystyki życia w głowie, fotografując umierający Bursztynek, delikatnie stawiając stopy bo błoto, bo kupa, bo piach, schody, bramka i klik. 8:00 zabijam świat. Ręce na klawiaturze, oczy wlepione w maile z odległych krajów. Zróbcie to poprawcie tamto, więcej sprania, więcej wody, źle! Miedzy uszami przeleci pochwała albo pogarda, cokolwiek, odklikane kręgosłup rozsypał się na bruk, targam do domu zwłoki. Składam się  po drodze, wyrzucę chociaż ten plastik do odpowiedniego pojemnika. Przekraczam próg, zarzucam żołądek jedynym, pięknym posiłkiem i zasypiam lecz zanim to nastąpi przykładam głowę do poduszki, zamykam oczy i myślę.

Fot: MP

Tags:

Agnieszka

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.

%d bloggers like this: