Moja własna puszcza

Las, mchy i porosty

Dziś dzień protestów w całej Polsce, już nie wiem co ze sobą zrobić, bo nie mogę być wszędzie. Przyszło nam walczyć o wszystko, dosłownie, a szanse na wygraną są takie znikome.

Nasz balkon jest pełen kwiatów, które ciężko utrzymać, przez zanieczyszczenia z pobliskiej ulicy, nasze okna są czarne, a sufity mieszkań w pyle. Nie mogę otworzyć okna, bo zbyt głośno od aut, nie mogę otworzyć okna, bo czuję smród spalin.

4 ostatnie drzewa przed naszym oknem w bloku, ostatnie drzewa oddzielające nas od hałasu i brudu tego miasta. Za tymi drzewami powstanie za chwilę hotel. Perspektywa pobudza mnie do depresji. Chcę uciec, ale jeszcze nie mogę, więc walczę o moją małą osiedlową puszczę.

Marne są szanse dwóch kobiet w walce z administracją

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Pani Krysia, z płaczem w głosie, wszyscy ją zignorowali w spółdzielni i zaczynają „wycinkę drzew” na osiedlu. Dostałam zdjęcia tak zwanej pielęgnacji koron, wykonywanej przez firmę Pro las, o ironio.

Gdy usłyszałam głos Krysi, moje serce ścisnęła złość, a ciało zaczęło drżeć z nerwów. Szybko skontaktowałam się ze spółdzielnią, jednak poinformowano mnie tylko o tym, że prezes jest na miejscu i tam mam się kierować.

2 godziny do końca pracy a ja nie mogę nic zrobić, ważą się losy ostatnich zielonych stref w tej bezdusznej betonowej dżungli. Wyszłam.

W skrócie pielęgnacja wyglądała tak. To drzewo już nie odżyje.


Jedna empatyczna sąsiadka, zwołała ludzi z pionu, okazało się, że nikt nie wyraził zgody na takie działania, nikt nie miał o nich pojęcia, ani o rzekomej ankiecie ( na ten temat) podpisanej przez mieszkańców.

Tego wieczora napisałam 8 maili, tego dnia wykonałam 4 telefony i nie uzyskałam, żadnej informacji ani pomocy. Straż miejska przybyła, wylegitymowała panów, mieli pozwolenie.

Urząd Ochrony Środowiska w Gdańsku nie odbiera telefonów, do dziś nie dostałam także odpowiedzi mailowej. Pro las, nie odpisał na zapytanie, czy wie, że wycina drzewo z gniazdem ptaków chronionych (Sierpówka). Zostałyśmy same, bez nadziei. Spółdzielnia milczy, ktoś tak zarządził, tak będzie. Wiedziałam, że przyjdą drugiego dnia, nie mogłam spać, stało się.

Dzień drugi, dniem przeszkód

7:30 warkot silnika, ramię wielkiego dźwigu wznosi się na poziomie mojego okna. Wyszliśmy, szanowny prezes spółdzielni też tam był. Rozkładał ręce, udawał zdziwionego, bardzo chciał mi udowodnić, że drzewa upadają na nasz blok, a ja tego nie widzę, bardzo chciał podkreślić, że nie zna się na tych ptakach, ale nic im nie zrobi.

Zrzucił winę na sąsiadkę, której w domu za ciemno. Cytując ustawę nędznego Szyszko, powstrzymałam ich na chwilę. Po 15 minutach przycinki odpuścili.

Dziś poczułam, że przegrywam z systemem

Pojawiła się sąsiadka, która wyraziła chęć przycięcia gałęzi. Która krzycząc, zapytała, czy to my wywołałyśmy awanturę. Nagle nie pojawił się żaden inny wspierający sąsiad, nagle okazało się, że spółdzielnia odsyła do naszego mieszkania, nagle to My znowu jesteśmy wrogiem.

Jutro dzień sądu, konfrontacja z administracją. I choć wiem, że przegram tę batalię, to nie mogę przestać walczyć, bo kto jak nie my?

Tak ciężko czasem być aktywistką, szczególnie jeżeli po drugiej stronie stoi biurokracja i głupota. Moja własna puszcza pod znakiem zapytania, dokładnie tak samo, jak Puszcza Białowieska. I jak już myślisz, że coś się w życiu udało, że coś się uspokoiło, to przychodzi taki dzień, gdzie nie możesz zrobić nic, bo nie masz już siły.

Nie mam problemu z pielęgnacją drzew i dbaniem o dobro przechodniów, jednak z oględzin i rozmów z wykonawcą oraz spółdzielnią wynika brak logiki w działaniu. Nikt nie wiedział do końca, co ma robić i gdzie, nikt nie wzruszył się gniazdem Sierpówek, bo to gołąb, jak wiadomo nikomu niepotrzebny.

Żeby było ciekawej, w Gdańsku niedługo zostanie wycięta historyczna aleja drzew, które uznane zostały za martwe, przez fachowców. Drzew, które posadzono w latach 1768-1770.

Te drzewa pamiętają zbrodnie, te drzewa dźwigały ciężar ciał ofiar hitlerowców. Wpisane do zabytków, umrą, bo parę lat temu, ktoś w nieprawidłowy sposób postanowił je pielęgnować, umrą z winy człowieka. I człowiekowi, nie udało się ich obronić. Taki betonowy raj, rośnie dookoła nas. Co Ty na to?

Tags:

Agnieszka

Aktywistka, magister sztuki, blogerka. W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt.

  • Emilia

    Żeby tylko nie było życia na planecie, taki jest cel tych działań. Rosliny i zwierzęta są traktowane jak śmieci, za to beton jest święty. A zachowanie urzędnika typowe – nic nie może zrobić albo nic nie zauwazył lub gadka o tzw. bezpieczeństwie ( przecież w Polsce drzewa zabijają). Większość społeczeństwa jest niestety bierna albo taka jak ci urzędnicy. Trzymam kciuki za Twoją batalię, ja swoją już przegrałam. Pozdrawiam z okolic Torunia.

    • Dzięki Emilia. Gdyby nas było więcej, choć i to nie zawsze znaczy wygraną. Edukujmy dzieci, niech będą wrażliwe, nich dbają o Ziemię jak nas uczono. Z perspektywy czasu uważam sprzątanie lasów w podstawówce za super sprawę.

  • Nie rozumiem idei wycinania drzew w miastach. Smutne to. Beton się nagrzewa, w miastach są pustynie.

    • Ja też tego nie rozumiem, nie rozumiem też braku służb, które naprawdę by dbały o zieleń.

  • Sece się kraje. A z drugiej strony rośnie, bo są ludzie, którzy walczą!

    • Ile nam starczy sił? Umówiłam się ze spółdzielnią, że nie zrobią nic do października, że nie zetną tak, by okaleczyć. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

%d bloggers like this: