Miss Nina Simone.

Grzmiący, a zarazem łagodny głos, pełen barw i drgań. Niesamowita charyzma, szaleństwo i siła. Wspaniałe kompozycje muzyczne, często odbiegające od nurtu. Jedna z 5 kobiet, które kocham i szanuję.

Najwyższa kapłanka soulu.

Fascynowała i przerażała zarazem. Jej piękne melodie kontrastowały z nietypową urodą i donośnym głosem. Wtedy jeszcze nie znałam Pani Simone tak dobrze, jak dziś.

Początki.

Eunice Kathleen Waymon zaczęła grać na fortepianie (ze słuchu) w wieku lat 3.  Marzyła, by zostać pierwszą afroamerykańską pianistką, klasyczną. Niestety nie została przyjęta do prestiżowej szkoły muzycznej (uważała, że przez kolor skóry), co przez najbliższych kilkanaście lat odbijało się na jej psychice.

Już w młodości doświadczyła braku tolerancji. W wieku lat 12 odmówiła koncertu w kościele, ponieważ jej rodzicom kazano usiąść w ostatnim rzędzie. Od tamtej pory powstało wiele utworów poświęconych kulturze afroamerykańskiej i prawom człowieka.

Bunt.

Atak (na tle rasowym) bombowy na kościół w Birmingham był punktem zapalnym, do dalszych wydarzeń zarówno w mieście, jak i w życiu Niny. Tego dnia zginęły 4 dziewczynki, wiele osób zostało rannych. Wydarzenie to było impulsem do powstania utworu ”Mississippi Goddam”.

Utwór, którego zabraniano grać w radio, ponieważ mówił głośno o tym wszystkim, czego nikt powiedzieć nie chciał.

Picket lines
School boy cots
They try to say it’s a communist plot
All I want is equality
For my sister my brother my people and me

Nina doskonale punktowała w nim zachowania ludzi, kłamstwa, rasizm. Ten utwór stał się głosem czarnej społeczności, głosem w walce o podstawowe prawa.

Jej upór i szaleństwo doprowadziły do takich stwierdzeń, jak:” I’m not non violent” (tł. jestem za przemocą).

Przemoc i depresja.

W obliczu wydarzeń bieżących było, to dość zrozumiałe, ale ona szła dalej. Mówiła o chęci zabijania ludzi. Jak się potem okazało jej skrajne myśli, były początkiem depresji maniakalnej. Jej szaleństwo nie było właściwie leczone, cierpiał każdy w jej towarzystwie, ale najbardziej cierpiała ona.

W niemocy, nieświadomości i szaleństwie Nina Simone rozpaczliwie poszukiwała szczęścia, „zgadzając się” na bicie przez męża, przepracowując każdą chwilę swojego życia.

„I want to be a rich black bitch,” Nina Simone

No właśnie, Nina powtarzała, że mąż obiecał jej bogactwo. Jej mąż, który od samego początku został jej managerem, organizował każdą trasę, fotoreporterów, zaciągał Ninę jak konia na wybieg, często zmuszając do występów.

W późniejszych latach Nina pisała w swoich listach, że jest już zmęczona, że chciałaby odpocząć. Nie chciała śpiewać. Jednocześnie opisywała swój związek jako burzliwy, tragiczny. Pewnego dnia w wyniku zazdrości swojego męża, została przez niego pobita i zgwałcona.

Nina rozpadała się powoli, uciekała, a im bardziej uciekała, tym gwałtowniejsza ich relacja była. W połączeniu z aktywizmem i narastającymi presjami w kierunku czarnych Nina prowokowała na koncertach. W pewnym momencie przestała być zapraszana do telewizji. To był dla niej cios.

Samotność.

Odeszła od męża, zostawiła córkę. Wyjechała do Afryki, gdzie była najszczęśliwsza, do czasu.

Obraz Niny jest dość wielowarstwowy i nie starcza mi słów, by opisać siłę, charakter i boskość zarazem w sposób taki, by wydał się magiczny. Nie można odłączyć jej choroby i przeżyć od muzyki, to wszystko łączyło się w potężną całość.

Dlaczego Nina tak mocno wdarła się moje serce?

W czasach segregacji rasowej ona jako jedna z niewielu sławnych artystów postanowiła zabrać głos w imieniu swoich braci i sióstr, ryzykując karierę, życie. I być może popychało ją w tym kierunku szaleństwo. To wydaje mi się, że to szaleństwo też powodowało, że Pani Simone była wyjątkowa. Stała ramię w ramię z Doktorem Martinem Lutherem Kingiem, Malcolmem X. Maszerowała w słynnym proteście z Selmy do Montgomery. Znosiła bicie, upokorzenie, chorobę. Tak mocno starała się, dać sobie radę, mimo iż demony szeptały jej do ucha, by się zabiła.

Gdyby ktoś tylko potrafił zareagować wcześniej, pomóc jej uporać się z demonami, nikt nie pytałby się What happened, Miss Simone?

Dziś możemy powiedzieć, że dorobek muzyczny Niny jest ważnym wkładem w kulturę afroamerykańską, w świat muzyki. I mimo iż nie udało jej się zostać słynną pianistką klasyczną, to na pewno na taki tytuł zasługiwała.

Niesamowity talent.

Czy wiecie, że w utworze Little Girl Blue, Nina gra Love or Leave me w zwolnionym tempie (jak na moje ucho), a śpiewa zupełnie inny tekst. Czyż to nie dowodzi jej doskonałości i talentu? Sam Miles Davis nie mógł uwierzyć, jak jej się to udało.

Dwa dni przed jej śmiercią odznaczona została honorowym dyplomem szkoły muzycznej, do której nigdy nie została przyjęta.

Nina wzbijała się na wyżyny, by za chwilę tragicznie upaść. Jej życie przypomina mi przejażdżkę kolejką Roller coaster, gdzie poziom adrenaliny pobudza Cię, lęk wysokości przeraża. Co chwila jesteś na dole, na górze, do góry nogami. Czasami Cię mdli, a czasami nie możesz uwierzyć, jak jest wspaniale.

 

Ps. Chciałabym byście odkryli Ninę sami. Polecam wam Film dokumentalny What Happened, Miss Simone? Dostępny na Netflix. To naprawdę barwna postać, tragiczna i piękna zarazem. Polecam także zapoznanie się z muzyką jej córki, Lisy Simone.

fot:http://thejazzlabels.com/

Tags:

Agnieszka

Aktywistka, magister sztuki, blogerka. W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt.

%d bloggers like this: