Kompostownik domowy. Wstępne opinie.

kompostownik balkonowy

W końcu posiadamy własny kompostownik domowy.

Pewnie na waszych twarzach rysują się teraz różne miny, dotyczące skojarzeń ze słowem domowy? Nie martwcie się, miałam podobne odczucia.

Jak to się zaczęło?

Już od jakiegoś czasu chciałyśmy mieć kompostownik na balkonie, przerażała nas jednak myśl, że może śmierdzieć, że muchy się zalęgną i sąsiedzi na pewno już nas wykopią. Więc chodziłyśmy z tymi mokrymi śmieciami do osiedlowego śmietnika i jako jedyne wyrzucałyśmy odpady organiczne bez worka. To było dla nas bardzo frustrujące, bo każde otworzenie pojemnika przypominało, że ludzie jednak nie myślą i życie eko traci sens.

Czytając bloga Julii z Na nowo śmieci, trafiłam na wywiad z Kasią z bloga Ograniczam się. I bum! Stało się, miłość od pierwszego wejrzenia. To był on, zielony, piękny, designerski i nieśmierdzący. Kasia opisała całą historię prowadzenia swojego kompostownika i okazało się, że się da!

 

Kompostownik domowy

http://www.plastia.cz/en/product/urbalive/vermicomposter/

Co nas zaskoczyło?

  • Cena. Kompostownik wygląda co prawda jak mebel z lat 70, ale zbudowany jest z plastiku, stoi na pięknych drewnianych nogach, a cena nie jest do końca adekwatna do wykonania. Początkowo kosztował 395 zł i takiej ceny się spodziewałam, jednak w sumie wszyło mi około 450 zł razem z kompozycją mikroorganizmów ulepszających proces rozkładu, to nie było to nam potrzebne jak się okazało z czasem.
  • Wielkość. Myślałyśmy, że kompostownik będzie za mały i nie wyrobimy z tak dużą ilością resztek warzyw i owoców. Jednak 2 spore piętra na potrzeby kompostowania kuchennego są wystarczające.

Dżdżownice kalifornijskie

I tu pojawił się problem. Ja lubię czytać o wszystkim, zanim coś kupię. Pomyślałam, matko mamy kupić dżdżownice i zaprząc je dla pracy? Poza tym odmiana Kalifornijskich podobno nie wytrzymuje niskich temperatur i rozmnaża się w tempie ekspresowym. Zastanawiałyśmy się, co zrobimy z nadmiarem, skoro nie będziemy mogły części wypuścić na dwór.

kompostownik kuchenny

Z pomysłem przyszła Pani Krysia. Pewnego dnia przyniosła do domu odmianę Dendrobena (chyba też wywodzi się od kalifornijskiej), przeznaczoną na przynętę dla ryb. Ledwo żywe w zamkniętym szczelnie opakowaniu, otwieramy a tam bladość, słabość i śmierć prawie. Bo te dżdżownice leżały luzem, bez ziemi w dodatku były trzymane w lodówce. Koszmar. Było ich może z 10, (kompostownik powinno się rozpoczynać z ilością 500, tak mówią).

Po 3 dniach, nasze 10 dżdżownic śmigało już wesoło po kompostowniku, przybrały na wadze, zaróżowiły się, dziś mają już dzieci. Dodam, iż pobliski sklep wędkarski nie miał w obecnym momencie już żadnej paczki, bo Krysia wykupiła wszystkie. Nasze stado ma teraz może z 20 dżdżownic i dają radę.

Zapach

Cóż. Na początku było bez zapachu, po paru dniach lekko zawiało zgnilizną, ale tylko dlatego, że pojawiła się pleśń. Ktoś kiedyś powiedział, że kompostowanie jest sztuką i utrzymanie właściwego podłoża wymaga odpowiedniej pracy. Dziś nie czuję niepokojącego zapachu, nie doszłyśmy jeszcze do idealnego, ale pracujemy, nasze dżdżownice też.

Jeżeli boisz się zapachów, to zapewniam, nie ma czego, wystarczy szybko reagować i postępować według instrukcji. Nie wrzucamy wszystkiego, do kompostownika, robimy selekcję, pozwalamy na oddech i na pracę małych istot. Odrobina cierpliwości i otrzymacie wspaniałą odżywkę do domowych kwiatów oraz poczucie spełnienia Zero Waste, bo w końcu odpady nie marnują się na foliowych workach w osiedlowym śmietniku.

To tyle, jeżeli chodzi o kompostownik i opinie na jego temat. Zapewniam was, że to nie koniec a nasza fascynacja trwa. Jeżeli macie jakieś pytania piszcie, postaram się wam odpowiedzieć na wszystkie. To proste, spróbujcie kompostowania!

Jeżeli chcecie wiedzieć Jak wyeliminować śmieci z domu?, kliknijcie w link.

 

Tags:

Agnieszka

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.

  • „Po 3 dniach, nasze 10 dżdżownic śmigało już wesoło po kompostowniku, przybrały na wadze, zaróżowiły się, dziś mają już dzieci.” <3 Prawda, że dżdżownice są jak kolejne domowe zwierzątka? Czuję, że jest nas już w domu sporo. Wam również życzę licznego potomstwa, ale tylko do granic możliwości ich wykarmienia 😉

    • Chyba będę prosić o pomoc, przed jesienią:)

  • Od kilku lat w piwnicy hoduje dżdżownice. Choć w Polsce jest to ciagle postrzegane jako dziwactwo, uważam, że jak na wkład jaki trzeba włożyć i korzyści, zdecydowanie warto.
    Osobiście mam kalifornijkę, dendrobena mi kiedyś uciekła (prawdopodobnie źle przygotowałem podłoże pod hodowlę.
    Możesz wrzucić więcej zdjęć kompostownika? Kupiłaś go w Polsce, czy sprowadzałaś?

    • Ostatnio właśnie co raz trudniej nam utrzymać porządek w kompostowniku, stoi na balkonie. Dziś dokupiłyśmy 400 dżdżownic, jak przeżyją, bo to te na ryby, to może będzie lepiej. Do tej pory nie radzą sobie z naszymi warzywami, może za dużo im dajemy, ale tylko dwa piętra są, więc spokojna ilość. Metodą prób i błędów staramy się nie poddać. Kompostownik kupiłam w Polsce, http://www.biofed.pl/sklep/produkt/1476609028/kompostownik_kuchenny_(zielony) w tym sklepie. Mam nadzieję, że nam się uda wyjść na dobrą drogę. Może kalifornijskie są rzeczywiście lepsze?

%d bloggers like this: