1000 istnień ma znaczenie

1000 istnień ma znaczenie

To szczególny dzień, bo pojawiło się was ponad 1000. Pamiętam, jak marzyłam o pierwszej 100. Nie spodziewałam się nigdy, że Hodowla Słów może przyciągnąć tyle osób swoją tematyką.

Dokąd zmierzam?

Pisać można na co dzień, o wszystkim, ja jednak postawiłam sobie konkretne cele. Ten blog zawsze będzie się trzymał praw zwierząt, moim celem jest nie tyle przekonanie, ile pokazanie wam, że można zrobić więcej. Skoro jest nas tutaj 1000, to razem możemy wszytko. Wyobraźcie sobie, że każdy z was zrobiłby sobie Bezmięsny Poniedziałek. 1000 osób jeden dzień w tygodniu nie je mięsa, wiecie, jaki to ma wpływ na naszą planetę?

Wyobraźcie sobie, że każdy z was przestałby brać foliowe reklamówki, jeździł częściej na rowerze. Wyobraźcie sobie, że zarazilibyście etycznym sposobem życia kolejny 1000 osób, a ten 1000 kolejny 1000, czyż to nie jest piękna wizja?

Nasze wybory  mają globalne znaczenie. Wpływają na ludzi, zwierzęta i środowisko. Jest was tu 1000, ale tak naprawdę jest nas więcej. Nie tylko wegan, ale również wegetarian i mięsożerców, bo tak, są ludzie, którzy jedzą mięso, a mimo wszystko też chcą mieć jakiś udział w ratowaniu tej planety.

Efektywnie można działać na wielu płaszczyznach.  Jeżeli nie potraficie zrezygnować z nabiału, czy potraw mięsnych, to możecie wspierać organizacje walczące o prawa zwierząt. Razem możemy coś zmienić, każdy głos pod petycją przeciwko okropnym warunkom transportu zwierząt, czy przeciwko hodowli psowatych na futro, każdy głos się liczy.

Nie jest łatwo mi napisać, że działania mięsożerców mają znaczenie, ale tak, doszłam do tego momentu w życiu, gdzie wiem, że liczy się sposób. Oczywiście nie mam na myśli ludzi, którzy rzucają mi za każdym razem, że kochają mięsko i mają w dupie życie zwierząt, mam na myśli tych, którzy się starają, podejmują działania, wspierają, ograniczają cierpienie.

Jaka jest moja filozofia?

Zmienna, a jednocześnie stała. Zmienia się moje postrzeganie ludzi, doceniam najmniejsze działania w imię poprawy losu zwierząt, jednak ja działam dalej tak samo, bez ustępstw. Zrozumiałam także, że choć tak mało istotne jest moje bycie, to jednak z drugiej strony jest najważniejsze, bo każdy z nas ma wpływ na coś, każdy niesie jakąś zmianę. Każde moje działanie ma konsekwencje dobre, a czasem może złe.

Nie zaczynam codziennie Nowego Życia, ono nie istnieje, na nowo można pomalować ściany, ale pod warstwą kolejnej farby zawsze kryje się przeszłość. Tak samo, jak każde nasze działanie jest kolejną warstwą nałożoną na siebie, ilość tych dobrych uczynków może z czasem przykryje te nieprzemyślane. Grunt, to przyjmować konsekwencje i uczyć się, jak następnym razem dać z siebie więcej, jak osiągnąć co raz lepszą drogę w tym świecie. Wiem, że brzmi to trywialnie, ale ja uwierzyłam w rzeczywiste czynienie dobra, zauważyłam potęgę petycji, działań na szeroką skalę, wszystko to dzięki paru miesiącom wolontariatu. Wiem, jak wiele może pomóc parę groszy przelanych co miesiąc, wiem ile to uratowanych istnień.

Czego życzę sobie i wam na przyszłość?

Świata bez cierpienia, świata bez głodu, świata dobrego dla ludzi i zwierząt. Mam nadzieję, że Wy wszyscy także do tego dążycie, 1000 istnień, które może zmienić się w kolejne miliony, zarażajcie dobrymi decyzjami, macie siłę.

Ps. Dziękujecie mi za tego bloga w mailach, ale to ja dziękuję wam, że nadal z nami jesteście! Bo ja sama, czy nawet z Panią Krysią nie zrobimy tyle, ile możemy z wami wszystkimi.

 

Agnieszka

W wolnych chwilach rozmyślam jak zmienić świat na lepszy, poszukując magii człowieczeństwa. Uwielbiam czytać książki i prowadzić działania na rzecz zwierząt. Nie potrafię zupełnie pisać o sobie, wolę o innych.

  • Ogromne gratulacje dla Was obydwu! Dobro rozprzestrzenia się coraz szybciej!

  • Często w kontekście niejedzenia mięsa słyszę (albo inni mi mówią, ze słyszą) od ludzi, że to, że nie jem mięsa, żadnemu zwierzęciu nie pomoże, bo w pojedynkę się nic nie zdziała. A to nieprawda, jest przecież coraz więcej ludzi, którzy chcą coś w tym świecie zmienić i dokładając każdy po trochu tworzą ogromną zmianę!

    • Jedna osoba nie jedząca mięsa przez rok, to około 190 uratowanych zwierząt. Jakby to pomnożyć, to chyba jest efekt? Ja też słyszałam całe życie, że sama świata nie uratuję, a jednak gdzieś tam zaszły konkretne zmiany, choćby w życiu innych.

  • ma.kesz

    Cieszę się z Tobą tym tysiącem. Zmieniasz świat, jego cząstkę. Mówi się przecież, że kropla drąży skałę. Gdy pierwsze emancypantki wyszły na ulice, wielu nie wierzyło, że się coś zmieni.
    Każdy dzień bez mięsa to dla mnie radość. Udało mi się zredukować ilość obiadów mięsnych dla rodziny do jednego w tygodniu. Częstują się też moim mlekiem sojowym, słodyczami własnej roboty, zawsze coś. W sumie to nie są wielkie rzeczy i wyrzeczenia dlatego będę dodatkowo regularnie wspierać Jelonki jak prosiłaś.

    • ma.kesz wspieraj tych, do których Ci blisko. Ja podałam Jelonki jako propozycję, bo sama wspieram. Wczoraj właśnie trwała akcja ewakuacyjna, bo im pole zalało:(

  • Kiedy zachłysnęłam się nową wiedzą na temat bardziej zrównoważonego życia, chciałam wprowadzić wszystkie zmiany od razu. Żeby żyć dobrze, tak jak świadomy, empatyczny człowiek, w moim rozumieniu, powinien. Nie skończyło się to dobrze. Mamy wiele problemów i na wielu polach popełniamy błędy. Naprawianie wszystkiego od razu nie jest wyjściem dla każdego. Po dwóch miesiącach „wegańskiej” diety, byłam wykończona, a włosy wypadały mi garściami. Nienawidziłam gotować, więc po prostu jadłam na obiad w kółko sałatki z podobnymi składnikami. Nic dziwnego, że nabawiłam się problemów zdrowotnych. Stwierdziłam, że muszę najpierw muszę polubić gotowanie i dowiedzieć się dużo, dużo więcej na temat odżywiania, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Jestem wegetarianką, 1-2 razy w tygodniu robię sobie „wegańskie dni” i wtedy testuję przepisy, próbuję się odnaleźć w roli kucharki (choć dalej nie przepadam za gotowaniem). Dużo łatwiej poszło mi zrezygnowanie z fast fashion (od ponad 2 lat nie kupuję w sieciówkach), wprowadzenie zasad segregowania, ograniczenie zużywania plastiku.
    Blogi, takie jak Twój, pomagają mi pamiętać o tym dlaczego dalej próbuję, mimo że dużo łatwiej byłoby udawać, że nic złego się nie dzieje. Dzięki, że piszesz!

%d bloggers like this: